Cielesny chrześcijanin, który za światem goni,
Jest jak rozdrapana rana, która nigdy się nie goi.
Nie niesie on swego Krzyża, lecz żyje według własnej woli.
Wymalowany, wystrojony,aż w oczy koli,
Cały dzień przegląda się w lustrze i stroi!
W kościele Bożym, jest on, jak koń w Troi,
Obraża się, szemra, skłóca i biadoli.
I choć myśli, że pod pozorem świętości się schroni,
To wśród dzieci Bożych arogancja i pycha nikogo nie zasłoni.
Przywdziewa on pozór Sprawiedliwości, ale od Prawdy jednak stroni.
Jego duma, honor i ego, to jest to czego najbardziej broni.
Poznasz go! Nosi on znamię na nadgarstku i na skroni.
Zawsze pierwszy w plotkach, nikt go nie dogoni.

 

Rozważ proszę w sercu swoim czy dzieciom Bożym to przystoi,
By naśladować tego, kto mieni się bratem, a Pana Boga się nie boi?
Bóg posłał Syna Swego, który wyrwał nas z niewoli,
Kto w Duchu i w Prawdzie chodzi tego cielesność już nie boli,
Taki jest ukryty, jak drogocenny kamień w Bożej dłoni.
Trzymaj się tego, kto na Bożym Słowie stoi,
Bo ten, kto cielesny w zgromadzeniu świętych się nie ostoi!

cierpienie[Prz 14:13] Nawet w śmiechu może serce boleć, a radość może się kończyć strapieniem.
Twarz wielu ludzi więcej skrywa niż ujawnia. Pod licznymi uśmiechami kryją się serca pełne pulsującego wewnętrznego bólu.  
Ilu  ludzi  dźwiga  niewidoczne ciężary, o których nie mówią nikomu poza Bogiem, jeśli tylko Go  znają.
Większość jednak w samotności dusi w sobie dławiący ich ból i strach, miotając się między nikłą nadzieją na lepsze jutro a ogarniająca ich rozpaczą.
Kilka lat temu otrzymałem do przeczytania książkę napisaną przez misjonarza, który spędził wiele lat w Indiach, niosąc przesłanie Ewangelii najpierw najuboższym Dalitom a następnie Hindusom pochodzącym z najwyższych kast.  
Jego książka, zatytułowana CHRYSTUS A LUDZKIE CIERPIENIE stała się dla mnie inspiracją do podzielenia się z wami refleksjami, które nasunęły mi się przy jej czytaniu.

Autor tej książki, Eli Stanley Jones, sam wiele przeżył.
Po ośmiu latach służby na misji i kilku załamaniach nerwowych wrócił do ojczyzny, by odpocząć i odzyskać siły.
Gdy  jednak  ponownie  przybył  do  Indii,  problemy  ze  zdrowiem psychicznym  wróciły.  
Jak pisze w innej swej książce zatytułowanej „Chrystus na drodze Indii”: „Zrozumiałem,  że  jeśli  ktoś  mi  nie  pomoże,  będę musiał porzucić pracę misyjną [...]. Była to jedna z moich najczarniejszych godzin”.
 I  wtedy  właśnie  Jones  doświadczył  głębokiego  przeżycia duchowego. Napisał: „Ogromny pokój napełnił moją duszę i ogarnął mnie całego.  Wiedziałem - to się stało! Zawładnęło mną życie, obfite życie”
Choroba już nigdy nie powróciła, a Stanley Jones stał się jednym z najwybitniejszych  misjonarzy  wśród  Hindusów.
Jego wnikliwa analiza chrześcijańskiego  poselstwa  opartego  na  Ewangelii, rzuca wiele światła na niezwykle trudny problem ludzkiego cierpienia.

psyche

Od czego to wszystko się rozpoczęło? Moja żona Halina chorowała od dłuższego czasu. Odwiedziła wielu lekarzy, wiele babek (znachorek). Poprawy jednak nie było. Dalsze poszukiwania sposobu na wyzdrowienie doprowadziły do nawiązania przez nas kontaktu z super bioterapeutami. Tak się złożyło, że przyjaciółka żony zaprosiła ją na kursy bioenergetyki wg. metody Dżuni. Zawiozłem tam żonę wraz z jej przyjaciółką.


Kurs zainteresował zarówno Halinę, jak i jej przyjaciółkę. Wioząc je obie po raz drugi na kurs, pomyślałem, że i ja mógłbym pójść, zobaczyć i posłuchać wykładu. Tak też postąpiłem. Pamiętam, że wykład wydał mi się nadzwyczaj ciekawy, i to, że moją osobą zawładnęło dziwne uczucie.


Dotychczas żyliśmy w gronie rodzinnym, tak jak wszyscy ludzie z naszego otoczenia. W święta mieliśmy spotkania i zabawy. Prowadziliśmy rozmowy i dyskusje na różne tematy. Cieszyliśmy się z naszych dorastających synów, z posiadania domu i z pomyślności w prowadzeniu spraw dnia powszedniego. Żyjąc w tej właśnie atmosferze zetknęliśmy się z kursem, który stanowił dla nas coś nieznanego i nowego.

miłość„Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga, i każdy, kto miłuje, z Boga się narodził i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga do nas, iż Syna swego jednorodzonego posłał Bóg na świat, abyśmy przez Niego żyli. Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za nasze grzechy. Umiłowani, jeżeli Bóg nas tak umiłował, i myśmy powinni nawzajem się miłować” (1Jana 4:7-11 ).

Miłość od niepamiętnych czasów stanowiła inspirację poetów, muzyków, malarzy i innych artystów, którzy swymi dziełami starali się oddać piękno tego zjawiska.

Brazylijski nowelista Paulo Coelho napisał, że ani czas, ani mądrość nie zmieniają człowieka – wyłącznie miłość jest zdolna odmienić istotę ludzką.

Muzyk Bob Dylan doradzał: „Aby znaleźć miłość, nie pukaj do żadnych drzwi. Gdy przyjdzie twoja godzina, sama wejdzie do twego domu, w twe życie, do twego serca.”

Natomiast nasz rodzimy pisarz i reżyser filmowy Tadeusz Konwicki twierdził, że „miłość to jeszcze jeden nałóg młodości, ryzykowne gry, oszałamiające stany nieważkości.”

Witold Chmielecki znany czytelnikom powieści fantasy jako Feliks W. Kres wydaje się bardzo surowo oceniać miłość. Jeden z bohaterów jego powieści „Król bezmiarów” dobitnie stwierdza, że „w imię miłości popełniono na świecie więcej zbrodni niż w imię czegokolwiek innego, wyjąwszy może władzę! To najbardziej podstępne, okrutne i zaborcze uczucie, jakie może dotknąć człowieka, wyzwala bowiem inne: zawiść, zazdrość i gniew. … bez miłości świat byłby szczęśliwszy…”

Jakże wiele odmiennych wyobrażeń kryje się pod pojęciem miłości!

winnicaKiedy po raz ostatni czytaliśmy Biblijną Pieśń nad pieśniami?


Jest to niezwykle ciekawa księga ale bardzo trudna w całościowej interpretacji.

Jest tylko kilka wierszy, które wyjęte z kontekstu tej księgi idealnie nadają się na ślubne okazje, jak te z rozdziału ósmego:
Połóż mnie jak pieczęć na swoim sercu, jak obrączkę na swoim ramieniu. Albowiem miłość jest mocna jak śmierć, namiętność twarda jak Szeol. Jej żar to żar ognia, to płomień Pana. Wielkie wody nie ugaszą miłości, a strumienie nie zaleją jej. Jeśliby kto chciał oddać za miłość całe swoje mienie, to czy zasługuje na pogardę?


Całościowa analiza tej księgi jest niezwykle trudna i obecnie bardzo niepopularna. Natomiast w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, w średniowieczu jak również w okresie reformacji, ta księga cieszyła się ogromną popularnością i znamienici kaznodzieje z pasją zagłębiali się w jej studiowanie i publiczne zwiastowanie. Średniowieczny mistyk Bernard z Clairvaux (zmarły w 1153) napisał 86 kazań na podstawie pierwszych dwóch rozdziałów tej księgi, a jego uczeń Gilbert von Hoyland, napisał jeszcze 58 artykułów opartych na kolejnych rozdziałach.

Literalne znaczenie i oczywisty sens tej księgi jest związany z pięknem romantycznej i zmysłowej miłości oblubieńca i oblubienicy. Posługując się barwnym i obrazowym językiem, autor tej księgi maluje namiętne sceny, w których zakochani wyrażają swą płomienną miłość.

W przedstawionych obrazach możemy oglądać zarówno piękno miłosnych uniesień jak i chwile rozczarowania, niepokoju i nieporozumień.

Jednak literalna interpretacja nie znalazła powszechnej akceptacji w Kościele i zdecydowana większość komentatorów i interpretatorów doszukuje się w tej księdze głębszych, duchowych treści. Idąc w tę stonę musimy zachować wielką ostrożność i umiar. Alegoryzowanie wszystkich szczegółów prowadzi do absurdów i niedorzeczności. Niektórzy dopatrzyli się w policzkach oblubienicy zewnętrznej pobożności i dobrych uczynków, w jej złotych łańcuszkach i srebrnych ozdobach doszukiwali się wiary, świętości i cnoty, w kolcach róży widzieli pokusy, prześladowania, przestępstwa i heretyków, w powozach Aminadaba zobaczyli diabła, a w zamkniętym ogrodzie i zapieczętowanym źródle odkryli wieczne dziewictwo Maryji.